25 kwietnia br. przypada 25 rocznica śmierci Michała Drzymały. Poniżej umieszczamy nieznane zdjęcie i fakty z życia nieugiętego chłopa wolsztyńskiego.

Znany pisarz i literat. Józef Weyssenhof pisał przed wojną:

„Drzymała żyje w osamotnieniu i zupełnym zapomnieniu. Był czas, gdy jeżdżono do niego samochodami, fotografowano go i wyświetlano na filmach. Robiono to dla legendy o nim, nie robiono jednak nic dla niego samego. A wszak to dopiero 18 lat minęło od czasu jak ten człowiek walczył bohatersko z rządem pruskim, jak trwał opornie w swym wozie podczas zimowych mrozów…”

Związek Obrony Kresów Zachodnich wydał odpowiednią odezwę, która odbiła się szerokim echem w całej Polsce, a przede wszystkim wśród rodaków za granicą. To oni spowodowali, że Wydział Wojewódzki w Poznaniu przyznał Drzymale 1.200 zł zapomogi. Rozpoczęło się zbieranie składek wśród społeczeństwa.

4 października 1927 r. na Sali starostwa wolsztyńskiego ówczesny starosta Woźniak wręczył Drzymale zapomogę. Tego „doniosłego” aktu nie zapomniano sfotografować. Obok Woźniaka burmistrzowie: Śniatecki z Rakoniewic i Modliński z Wolsztyna. Powyżej redaktor Wróbel.

Spotkanie w starostwie powiatowym w Wolsztynie

Na zdjęciu w pierwszym rzędzie w środku siedzi Michał Drzymała. Od lewej trzeci – ks. dziekan Zakrzewski z Wolsztyna, obok Michała Drzymały – starosta wolsztyński – Wożniak, burmistrz Wolsztyna – Modliński, ponadto inspektor szkolny – Wojciechowski i redaktor Wróbel, komisarz obwodowy z Rakoniewic – Nowakowski (część osób nierozpoznana). | fot. zbiory E.Laskowski

Nawet prezydent Mościcki zdobył się na gest i zaprosił Drzymałę do Belwederu. Po oficjalnych uroczystościach, przemówieniach i pstrykaniu aparatami fotograficznymi nastąpił bal. Wówczas już o Drzymale zapomniano. Można sobie wyobrazić jak czuł się między frakami, szlifami generalskimi i toaletami dam ten prosty, polski chłop, choć bardziej zasłużony niż niejedni na sali. Wyszedł i usiadł na marmurowych schodach. Czuł się jak niepotrzebny grat wyrzucony na śmietnik. Ktoś litościwy zaprosił go do swego mieszkania. W sali w takt walca wirowały pary, a panowie magnaci w zacisznych buduarach „palili cygara, radzili o braciach zza Buga”.

„Głos Wolsztyński” nr 122, 10 marzec 1962 r.