Dzisiejszą korespondencję rozpoczynam od dokładnych danych personalnych Michała Drzymały. Starsi ludzie opowiadają, że Drzymała urodził się w Słocinie pod Grodziskiem. Tak samo twierdził dotąd jego 43 letni wnuk Paweł Drzymała, zamieszkały w Drzymałowie. Był zdania, że jego dziadek Michał urodził się w Słocinie roku 1856. Tak mówią ludzie. Opowiadaniom ty jednak nie zupełnie wierzyłem, gdyż nie było na to żadnego dokumentu, a ludzie mogą się mylić. Okazało się, że istotnie się mylili.

Po dłuższych staraniach udało mi się 6 lutego br. uzyskać metrykę urodzenia Drzymały. Według tej metryki, która przecież jest nieomylną, Michał Drzymała urodził się dnia 13 września 1857 r. o godz. 14 w Zdroju w pobliżu Grodziska. Rodzicami jego byli Walenty i Magdalena z d. Budzionka. Ojciec był rolnikiem.

Kamień ku czci Michała Drzymały w Zdroju

Kamień ku czci Michała Drzymały w Zdroju koło Grodziska Wielkopolskiego | fot. D.Wajs – zdjęcie wykonane w 2007 r.

Kamień ku czci Michała Drzymały w Zdroju

Kamień ku czci Michała Drzymały w Zdroju koło Grodziska Wielkopolskiego | fot. D.Wajs – zdjęcie wykonane w 2007 r.

A gdzie mieszkał Drzymała przed sprowadzeniem się do ówczesnych Podgradowic? W ustaleniu tych danych, jak również imion niektórych osób, są ogromne trudności, gdyż brak jest starych książek meldunkowych. Hitlerowcy w styczniu 1945 r. wywieźli je gdzieś i prawdopodobnie zniszczyli. Chodząc jednak za tymi sprawami wieczór po wieczorze, zdołałem ustalić, że do roku 1900 Michał Drzymała posiadał 4 hektary piaszczystej ziemi z budynkami w pobliżu szosy tuż przy stawku w Narożnikach. Nieruchomość tę sprzedał Melchiorowi Walorczykowi. W Rakoniewicach mieszkają obecnie jego wnukowie Walenty i Antoni Walorczykowie.

W tym czasie komisarzem obwodowym w Rakoniewicach był Herman Bock. Ten zaciekły Polakożerca odmówił wydania pozwolenia na budowę domu mieszkalnego Michałowi Drzymale, gdy po sprowadzeniu się do Podgradowic (obecne Drzymałowo) mieszkał on w chlewie wraz z żoną i 5 dziećmi. W chlewie zakazano Drzymale rozpalać ogień w piecu. Jego żona Józefa musiała przecież gotować strawę dla 7 osobowej rodziny. Podczas mrozów w chlewie było zimno, więc Drzymałowie mimo zakazu w żelaznym piecyku palić musieli. Tak samo było, gdy później mieszkali w zakupionym wozie cyrkowym.

Za niestosowanie się do zarządzeń, którymi komisarz obwodowy Bock zakazywał rozpalać ogień w piecyku, nakładano na Michała Drzymałę kary pieniężne, których ten nie chciał płacić. Grzywny te trzeba, więc było ściągać przymusowo. Wykonywał to egzekutor komisariatu obwodowego Bruno Sauer. Przybył on pewnego razu do zagrody Drzymały w celu dokonania zajęcia. Miał zamiar zająć kozę. Michał Drzymała zamknął wtedy Sauera w chlewie i poszedł sobie do miasta.
-Niech siedzi z kozami – opowiadał w drodze znajomym. Pracowita zawsze krzątająca się żona Drzymały zlitowała się jednak i Sauera z chlewa wypuściła.

Drzymała był człowiekiem twardym i wobec władz pruskich nieustępliwym. Co postanowił, to zrobił. Nakładanych grzywien nie płacił. Komisarz obwodowy Bock zaczął więc stosować kary aresztu. Ale Drzymała do odsiedzenia tych kar nie przychodził. Trzeba go było doprowadzać przymusowo. Czynność tę na polecenie komisarza obwodowego Bocka wykonywał st. wachmistrz żandarmerii Herman Zingel. Spotkawszy raz Michała w Rakoniewicach, chciał go doprowadzić do aresztu. Ale Drzymała się uparł i iść nie chciał. Usiadł więc na swój wóz i jechał. Arcyzabawna była ta scena gdy pruski żandarm z pikelhaubą na głowie szedł pieszo, a przy nim Michał Drzymała na wozie jechał do aresztu, znajdującego się przy ulicy Krystyny w Rakoniewicach.

Jan Woźniak
„Głos Wolsztyński” – 20 kwiecień 1960 r.